Winston wspomina, jak czekał pod dachem peronu po kolejowej zmianie. Deszcz uderzał w poluzowaną rynnę nierównym rytmem. Wystukiwał go na pudełku z kanapkami, próbując znaleźć początek taktu. Kolega dołączył, stukając w ławkę, nawet nie odrywając wzroku od gazety. Ich mały występ skończył się wraz z przyjazdem pociągu. Żadna publiczność nie klaskała; żaden z nich na to nie liczył. W szpitalnym pokoju deszcz ciszej dotyka szyby. Winston próbuje dawnego rytmu na zamkniętej książce, a potem pozwala mu się zmienić.